Hołd Wielkiemu Tenorowi

Bogdanowi Paprockiemu, znakomitemu polskiemu tenorowi, poświęcony był niedzielny koncert Paprocki in memoriam w Filharmonii Narodowej w 10. rocznicę śmierci tego wybitnego artysty.


Soliści finałowego Requiem W. A. Mozarta, od lewej: M. Walewska (mezzosopran), I. Sobotka (sopran), M. Nałęcz - Niesiołowski (dyrygent), R. Bartmiński (tenor) i R. Siwek (bas)


Wieczór rozpoczęło Intermezzo z Rycerskości wieśniaczej P. Mascagniego. Orkiestra Sinfonia Iuventus grała z zaangażowaniem, ujmowała ciepłą barwą i rozwibrowanym dźwiękiem idealnie pasującym do romantycznego charakteru tego utworu (brawa dla sekcji smyczkowej za piękne prowadzenie frazy i rewelacyjne brzmienie! 👏). Z pewnością jest to również zasługa dyrygenta, Marcina Nałęcza-Niesiołowskiego, który znakomicie przygotował do występu zespół. Podczas ich gry ciężko było mi nie uronić łzy wzruszenia. Zarówno w tym utworze, jak i przez cały koncert orkiestra prezentowała bardzo dobrą formę.

Galę poprowadził słynący z ogromnej wiedzy i tak samo dużego poczucia humoru Sławomir Pietras, wieloletni dyrektor polskich teatrów operowych, miłośnik i popularytazor opery. Pan Pietras, od kiedy pamiętam (czyli od zawsze 😉), ma ten niezwykły dar, że potrafi rozbawić do łez nawet najbardziej wysublimowaną, poważną publiczność. Pomiędzy kolejnymi utworami z wielką erudycją przybliżał słuchaczom sylwetkę wielkiego tenora, opowiadał anegdoty z jego życiorysu i sytuacji z nim związanych, których nierzadko sam był świadkiem. Pomimo kilku konferansjerskich pomyłek, jego zapowiedzi były ciekawym urozmaiceniem koncertu i wspaniałą lekcją wiedzy o tytułowym bohaterze niedzielnej gali. W jednej ze swoich wypowiedzi uchylił rąbka tajemnicy, że jest w trakcie pracy nad biografią Bogdana Paprockiego i obiecał, że na następnym koncercie jubileuszowym za rok jego książka będzie już wydana.

Niespodzianką niedzielnego wieczoru było prawykonanie nowego utworu Juliana Paprockiego specjalnie zamówionego na uroczystą galę. Dans la Cascade Celeste jest utworem interesującym, ciekawym, o charakterze lekko impresjonistycznym. Wykonawcy mają tam duże możliwości, aby dobrze się zaprezentować. Niestety wykonawca partii solowej tenor Krzysztof Zimny nie spełnił moich oczekiwań, co do interpretowania tego rodzaju muzyki. Jego głos brzmiał dość słabo, cicho, nieprzekonywująco, momentami był zagłuszany przez orkiestrę. Być może powodem tej niepewności w wykonaniu był krótki czas na przygotowanie całego utworu, gdyż było to nagłe zastępstwo za Andrzeja Lamperta, który początkowo miał wziąć udział w koncercie. Fantastyczne były jednak recytacje wykonywane szeptem - do głębi przejmujące, genialnie oddające nastrój dzieła. Co ciekawe zbieżność nazwisk - kompozytora utworu i wielkiego tenora - jest zupełnie przypadkowa, bowiem nie łączy ich żadne pokrewieństwo.


Organy oraz kryształowy żyrandol w sali koncertowej Filharmonii Narodowej


Kolejnym punktem programu był występ dwóch młodych tenorów, uczestników I Ogólnopolskiego Konkursu Wokalnego im. B. Paprockiego. 

Pierwszy z nich, Szymon Rona, zaśpiewał wirtuozowską arię Cuius Animam ze Stabat Mater G. Rossiniego. Niestety w jego wykonaniu zabrakło blasku, melodyjności i lekkości charakterystycznych dla okresu włoskiego bel canta. Pomimo tego, że jest to naprawdę piękny i wesoły utwór, tenor sprawiał wrażenie spiętego, a arię wykonał bardzo statycznie, bez gry aktorskiej i emocji. Karkołomnym fragmentem tego utworu jest słynne "d" dwukreślne - tu wypadło dość ciemno i sprawiało wrażenie wymuszonego i nienaturalnego.

Drugi tenor, Nazarii Kachala, wykonał słynne Agnus Dei do melodii Intermezza z Suity nr 2 Arlezjanka G. Bizeta. Artysta zachwycał pełnym dźwiękiem, jasną barwą głosu, która znakomicie pasowała do tej przepięknej arii. Muszę przyznać, że po raz pierwszy miałem przyjemność słuchać tego tenora, ale z pewnością od niedzielnego wieczoru będę śledził jego karierę. Urzekł mnie piękną frazą oraz pełną kontrolą głosu. To był naprawdę bardzo dobry występ i niejako zapowiedz rewelacyjnego finału koncertu.


Scena Filharmonii Narodowej, w tle organy i fotografia Bogdana Paprockiego


Kulminacyjnym punktem programu niedzielnej gali było Requiem W. A. Mozarta. Do udziału zostali zaproszeni wspaniali polscy śpiewacy światowego formatu. Czworo solistów znakomicie wykonało swoje partie i przy tym ich głosy wspaniale się dopełniały.

Partię sopranową zaśpiewała Iwona Sobotka, która w mojej opinii jest artystką prawdziwą. Charakteryzuje ją profesjonalizm i szeroko pojęty artyzm, toteż każdy jej występ jest istną ucztą muzyczną. Sopranistka zachwycała swoją piękną, jasną barwą
Ciężko było nie oprzeć się jej delikatnemu vibrato i fantastycznym górom. Kryształowy głos tej znakomitej śpiewaczki doskonale brzmiał w fragmentach solowych (Requiem aeternamLux aeterna) oraz w zespołowych (m. in. fantastyczne Recordare). 

Wspaniały był również występ Małgorzaty Walewskiej. Jej unikatowy mezzosopran nadal zachwyca charakterystyczną dla niej piękną, ciemną barwą. Śpiewaczka przepełniła cały utwór ogromną dawką emocji, w tym tak bardzo lubianym przeze mnie jej fantastycznym dramatyzmem, który doskonale odzwierciedlił żałobny nastrój utworu, dodał dodatkowych walorów artystycznych i ogromnie wpłynął na odbiór dzieła przez publiczność.

Duże gratulacje należą się Rafałowi Bartmińskiemu, który na tydzień przed koncertem nagle zastąpił Andrzeja Lamperta. Artysta zaprezentował ogromny kunszt wokalny - znakomicie interpretował kolejne części mozartowskiego arcydzieła oraz niezwykle emocjonalnie przeżywał utwór, co było widoczne w jego grze aktorskiej (tak trudnej do zaakcentowania w dziełach oratoryjnych!) oraz doskonałym wykonaniu partii tenorowej. Urzekł mnie swoim śpiewem w dramatycznym solo w Tuba mirum oraz wspaniale wypadł choćby w Recordare.

Niezmiernie się cieszę, że zaproszenie do udziału w koncercie przyjął Rafał Siwek - znakomity polski bas, osobiście mój ulubiony śpiewak dysponujący takim rodzajem głosu. Artysta zawsze zachwyca mocną, ciemną barwą oraz niezwykle melodyjnym dźwiękiem. Również i tym razem nie zawiódł. Jego potężne Tuba mirum na zawsze zapadnie w mojej pamięci, bowiem to wykonanie można uznać za wzorowe. Genialne były również fragmenty solowe w Recordare, zaśpiewane niezwykle pewnie i melodyjnie. W mojej opinii każdy koncert czy spektakl, w którym bierze udział Rafał Siwek jest niezwykłym wydarzeniem artystycznym. Jego ogromny kunszt wokalny i charakterystyczny głęboki, tubalny głos sprawia, że wykonania te są na najwyższym poziomie artystycznym. 


Scena FN przed chwilę rozpoczęciem koncertu


Duże gratulacje kieruję do Chóru Politechniki Warszawskiej. Bardzo rzadko się zdarza, aby wokalny zespół amatorski prezentował tak wysoki poziom artystyczny. Utwór został wykonany z dbałością o dykcję, intonację i emisję głosu. 

Marcin Nałęcz - Niesiołowski pomimo tego, że narzucał pozostałym wykonawcom dość szybkie tempa, taka interpretacja Requiem bardzo mi odpowiadała. Żałobna msza była niezwykle dynamiczna i atrakcyjna w odbiorze. Dyrygent bardzo dobrze współpracował z wszystkimi wykonawcami, co wpłynęło na zadowalający efekt końcowy. Nie zawiodła również Sinfonia Iuventus, która od początku koncertu aż po ostatnią jego nutę grała z dużym zaangażowaniem i pasją.

Niedzielny wieczór można uznać za udany. Dowodem tego, oprócz wspaniałych wrażeń artystycznych, była również rozentuzjazmowana publiczność, która nagrodziła wykonawców gromkimi brawami. Pomimo drobnych potknięć gala miała wysoki poziom artystyczny, a na długo z pewnością zapamiętam przepiękne wykonanie mozartowskiego arcydzieła. Uważam, że koncerty jubileuszowe są wspaniałym upamiętnieniem wielkiego artysty jakim był Bogdan Paprocki. Jest to ogromna zasługa zarządu prężnie działającego Stowarzyszenia im. Paprockiego, które godnie dba o pamięć o tym znakomitym śpiewaku. Składanie hołdu temu wielkiemu tenorowi w ten uroczysty sposób jest dla mnie ogromną przyjemnością i nie mogę się już doczekać kolejnego jubileuszowego koncertu za rok.

Komentarze

Popularne posty